List do Świętego Mikołaja…

Kiedy byliśmy dziećmi, rodzice zachęcali nas do pisania listów dla Świętego Mikołaja „Napisałaś już list do Mikołaja? Mikołaj musi wiedzieć co byś chciała dostać pod choinkę.” Był to ich sposób na poznanie tego co nam się marzy w prezencie.

Do dziś pamiętam jak kiedyś mama przyszła do mnie z pytaniem „Spotkałam Mikołaja, pytał się jaką dokładnie lalkę chciałaś?” Pierwsze co mi się nasuwało w czasach kiedy jeszcze wierzyłam w Mikołaja – Czemu mama spotkała Mikołaja, a ja nie? – Zaznaczę, że kiedyś spotkanie Mikołaja graniczyło z cudem. Nie było tyle centrów handlowych, a zabawki rodzice kupowali w makro, o ile mieli tyle szczęścia żeby posiadać kartę wstępu.

Obecnie Mikołaja spotkać można w każdym większym skupisku ludzi. Była i jest to wielka ściema ze świata dorosłych. Z drugiej strony, dobra przykrywka wręczania prezentów, budowanie specyficznego klimatu.

Dziś, gdy zbliżają się święta, nikt nie pyta czy napisałam list do Mikołaja, a ja wcale go nie piszę. Zalewają mnie pytaniami co bym chciała dostać, albo od razu wręczają gotówkę „kup sobie coś pod choinkę”. Nie raz zaznaczają do jakiej kwoty, tak żeby wybór był jeszcze mniejszy. Naprawdę nie wiem czym bym chciała być zaskoczona pod choinką. Wiele osób uważa, że dostaje nieudane prezenty. Czy jest to oby wina obdarowujących? Może za mało znają obdarowywanych, że ktoś nie wie co lubisz, a czego nie lubisz. Można powiedzieć, że w naszym świecie prezent staje się problematyczny. Ze względu na trafność i pieniądze, które trzeba na nie przeznaczamy, a może sami przed sobą budujmy te problemy?
„W tym roku nie kupujemy prezentów, bo nie mamy pieniędzy” jakbym się zastanowiła, to chyba co roku od kogoś to słyszę, a w tym roku sama byłam za. Jednak dawniej nie przejmowałam się skąd wezmę pieniądze na prezenty.Santa Claus.

Miałam zasadę – każda osoba, z którą spędzam wigilie powinna cokolwiek otrzymać. Nie raz były to osoby, które znałam tylko dlatego, że byli rodziną – babcia kuzynki od strony kogoś tam. Widzę takie osoby raz na dwa lata i wtedy przychodziło mi zadanie, kupić coś takiej osobie. Czemu? Bo lubię obdarowywać, lubię widzieć ich zaskoczenie i często radość. Może nie wszystkie moje prezenty były trafione, ale dzięki temu wiedziałam czego później nie kupować.

Skąd w ogóle się wzięła idea prezentów? A no dawno temu, jakiś starszy gościu chciał sprawić radość – wywołać uśmiech na twarzy biednych dzieci. Nie mam pojęcia ile jest w tym prawdy, ale wiem że jest to wielce prawdopodobny scenariusz. Podobny efekt próbuję uzyskać na twarzy swoich bliskich, z którymi spędzam święta. Nie ważne jak minął im rok, czy był udany czy wręcz przeciwnie chcieliby, żeby już się skończył. Czy wczoraj harowali w kuchni nad potrawami, czy walczyli z upierdliwymi i nielogicznie myślącymi klientami. To miał być ten czas kiedy wszyscy siedzieliśmy w swoim gronie i każdy miał czuć się lepiej. Wiadomo jak ktoś się z kimś nie lubi to ciężko wymagać od niej, żeby cały czas się uśmiechał i przytulał wszystkich wkoło. Zawsze jednak można posadzić ich dalej, a obok nich posadzić osobę, która odwróci uwagę od tej drugiej. Warto urozmaicać nasze stoły wigilijne nowymi potrawami – jeżeli coś nam w zeszłym roku nie smakowało to zamienić ją na inną itd. Tematy religijne i polityczne zostają w koszu. Jest tyle pięknych i ciekawych tematów, na które można porozmawiać. Po wspominać, opowiedzieć…

Co z tymi prezentami? Nie muszą być drogie, wyszukane, ani jedyne w swoim rodzaju. Sam sposób i gest ma być wyjątkowy. Rozpakowywanie jest już rytuałem który poprawia samopoczucie – ktoś to pakował z myślą o mnie. Tak, lepiej zawinąć podarunek w papier i wstążkę, zamiast wrzucenia do torebki.
Gdy nie miałam swoich pieniędzy, a jedynie odłożone z niewielkiego kieszonkowego – kupiłam ramki ozdobne – może powiesi, może nie, może odda. Innym razem każdemu do woreczka włożyłam po małej ozdobnej świeczce, czekoladce, aniołku i wierszyku. Małe niewinne, ale każdy się uśmiechał. Woreczki używają do dziś, świeczki swoją funkcję spełniły, a dobrą słodycz każdy zje. Aniołek? Były śliczne, amulet, albo symbol na szczęście na następny rok. Nadal je widzę na półkach. Ile wydałam? Licząc, że było 10 osób było to 50zł na wszystko. Śmieszna kwota, ale tak – da się.

Z latami prezenty, które robiłam były droższe, bardziej wyszukane itd. Efekt miał być ten sam – pamiętam i chcę widzieć Twój uśmiech. Patrząc na ten rok i święta, mam wrażenie, że się wypaliłam. Święta za 3 dni, a nie kupiłam ani jednego upominku, nie mam pomysłu ani weny. A nawet poparłam – ‚w tym roku nie, bo nie ma pieniędzy’. Siostra z którą spędzę w tym roku święta zasypuje mnie pytaniem co bym chciała dostać. Nie wiem. Czy to ważne? Czy nie może być niespodzianka? Tak, żebym się uśmiechnęła…

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s